-

deszcznocity

Elf 'n' safetey

Dzień dobry,

mam na imię Łukasz i mieszkam w Anglii już 10 lat. Pomyślałem, że skoro obraz wart jest tysiąc słów, chciałbym zamieszczać zdjęcia obrazujące ten Zachód, do którego Polacy tak tęsknią. 

A zatem, zapraszam.

Odc. XI

Nic nie jest tym, czym się wydaje.

Część szósta

Dla każdego, kto pracował/mieszkał kiedykolwiek, gdziekolwiek w Wielkiej Brytanii, pojęcie bezpieczeństwa i higieny w pracy (i nie tylko) przybrało bezpowrotnie nowego znaczenia. Jest to w gruncie spowodowane tym, że ta popularna angielska "flegma", o której słyszymy w szkole na lekcjach, jest w przypadku środowiska pracy połączeniem "tu-mi-wisi"zmu ze zwykłą głupotą, bądź brakiem elementarnej wyobraźni. Na "ratunek" przychodzi, jak to zwykle na Zachodzie - państwo, wszechogarniające przepisy BHP, które doprowadziły wiele prac ręcznych do absurdu, podrażając koszty usług niewspółmniernie do wysiłku, wykształcenia i doświadczenia zawodowego usługodawcy, surowe względem winnego pracodawcy prawo oraz nad wyraz sprawny wymiar sprawiedliwości. Polaka wychowanego w kulturze, gdzie winy szuka się najpierw w sobie (kto pierwszy rzuci kamień?), zachowanie Anglików po wypadku (polowanie na czarownice, tudzież na pracodawcę) wydaje się co najmniej niezrozumiałe, a często szokujące. No to dzisiaj poczytajmy, jak to drzewiej, przed tym całym "behape", w starej, wesołej Anglii bywało.

Tłumaczenie jest moje. Jak sie komuś nie podoba, niech zrobi lepsze. Nie jestem tłumaczem. Nie byłem nigdy górnikiem, nie mieszkałem na Śląsku, nie mam tam rodziny. Nie znam się na górnictwie.

Tekst autorstwa Karola Dickensa pt. "A Coal Miner's Evidence"

Część druga wywiadu przeprowadzonego przez reportera periodyka Household  Words, Karola Dickensa, dotycząca wypadków w kopalniach północno-wschodniej Anglii. Artykuł datowany na dzień 7 grudnia 1850.

(Dotyczy niedawnej eksplozji i poprzednich podobnych wypadków w kopalniach południowego Staffordshire i w półocnego Durham, ten górnik był w kopalni podczas wybuchu)


[...]Po moim wypadku nie schodziłem pod ziemię przez sześć miesięcy. Nie miałem sił. Ujeżdżałem „dżina” na powierzchni. („Dżinem” określano konia w kieracie, który spuszczał, bądź wyciągał ładunki). To była lekka praca, i choć było mi zimno lub mokro, to chroniłem się w szopie przy ogniu, rzucając w konia małymi kawałkami węgla, żeby wiedział, że wciąż go pilnuję. Wieczorami chodziłem do szkoły, gdzie nauczyłem się czytać i nawet trochę pisać. Ale już wszystko zapomniałem.


Kiedy znowu wróciłem do kopalni, wciągałem ładunki węgla na powierzchnię. To była ciężka robota. Miałem od tego nabrzmiałe pęcherze wielkości szylinga i półkoronówki. Nazajutrz, jak tylko łańcuchy znów wcierały się w skórę, było już po wczorajszych pęcherzach. Prawdziwy kierat, mowię Ci. Ale miałem z tego szylinga i sześć pensów dziennie, a ostatnie trzy miesiące dwa szylingi.


Później zostałem zatrudniony jako pomocnik mojego wujka, dziewiętnastoletniego ziomka, który pracował jako putter – tak nazywają tych, co pchają wagoniki z węglem; mianem „foal” określa się  ich (niepełnoletnich, słabszych) pomocników. Kiedy dwóch czternasto-, piętnastoletnich chłopców pcha razem taki wózek, nazywa się ich half-marrows (to określenie w języku angielskim znaczyło małżeństwo - chodziło o to, że chłopcy dzielili się uzyskanym dochodem - przypis tłum.). Byłem "foal" przez niespełna rok, a później half-marrow i dostawałem dwanaście szylingów i sześć pensów tygodniowo. Kiedyś nadzorca wysłał nas do części kopalni, w której nigdy wcześniej nie byliśmy. Tam był metan, który gasił nasze świece za każdym razem, jak tylko próbowaliśmy je zapalać. Zrozumieliśmy, że dalsze próby będą niebezpieczne i postanowiliśmy wracać po ciemku. Dużo było przy tym śmiechu, ale koniec końców zgubiliśmy się, trafiliśmy do nieczynnego od lat szybu. Łaziliśmy tak dwa dnie i noce, zanim trafiliśmy na wyjście i prawie żeśmy tam umarli z głodu!


Byłem silny, jak na swój wiek, a sztygar stwierdził, że mam trochę oleju w głowie, więc wysłał mnie do kilofa wcześniej, niż ma to miejsce zazwyczaj. Normalnie do tej roboty wysyłają dwudziestojednolatków, ja miałem jedynie dziewiętnaście i zarabiałem cztery szylingi dziennie, a czasem i więcej. Strzasznie się przy tym kiedyś poparzyłem. Leżałem sobie w nowym szybie, gdzie w powietrzu było dużo metanu i gdzie kazano nam używać lampy Davy'iego. Niedawno kupiłem sobie zegarek u Tiptona i chciałem sprawdzić, która jest godzina (bo po cóż innego mieć zegarek?), a że nie dałem rady odczytać, bo światło od lampy było zbyt słabe, podniosłem siatkę i jak nie walnęło! Wypaliło mi całą twarz, tak że zeszła mi z niej skóra. Wyglądało to strasznie. Dwa miesiące przeleżałem i nieźle mnie ten brak pracy przegłodził. Teraz to mi do śmiechu, nie to, co wtedy.[...]


Jeśli chodzi o wypadki spowodowane wybuchami gazu, nie ma na nie rady i nigdy nie będzie, ze względu na udział ludzki. Sam często bywałem nieroztropny, jak Ci już opowiedziałem, i z innymi jest podobnie. Można poskromić kopalnie pełną gazu, ale nie pełną ludzi. I nawet nie chciałbym zobaczyć jak się ujarzmia gaz. Kiedy następuje wyłom w korytarzu i gaz zaczyna zbierać się na jego końcu, i należy go wyprowadzić, nie jest to ani  bezpieczne, ani łatwe, a na pewno nie bez wybuchu lub dwóch. Nagorzej jest przy łączeniu szybów, wtedy ma się niemal pewność, że gaz będzie uciekał w dół, a jeśli od dołu pracuje się z nieosłonionym źródłem światła, wybuch murowany. Zawsze słyszę – to pracujcie przy łączeniu szybów po ciemku! Łatwo im się mówi. Tak nam się nakazuje, ale jak ludzi zmusić, żeby tak robili? Poza tym, nawet jak się robi po ciemku, jaką masz pewność, że jakiś chłopaczek nie przebiegnie korytarzem nieroztropnie z piosenką na ustach i ze świecą w ręku?


Chcesz wiedzieć, gdzie jest zarząd i dlaczego nie ma porządku na dole w kopalni – gdzie jest dozór, by zapobiec wypadkom spowodowanym przez nieroztropność? Cóż, jest nadsztygar, który deleguje Cię do roboty i jest sztygar, który robi obchód i sprawdza stan prac. Ale czym jest jeden człowiek wobec dziesiątek mil podziemnych korytarzy z metanem i złym powietrzem wszędzie, i sufitem i ścianami gotowymi zawalić się w każdej chwili? Nadzór ma wystarczająco swojej roboty, by dbać o własne bezpieczeństwo. Parę lat temu, około 1838, w Tamworth, nadsztygar wszedł rano z dwoma świecami w dłoniach do kopalni; kiedy indziej, w jednej z naszych kopalń, sztygarowi urwało łeb.


Ta lekkomyślność nie jest spowodowana alkoholem, my ją po prostu mamy we krwi. Pijemy i jemy, i to całkiem sporo, ale nie w kopalni. Nasza kolacje w kopalni nie są dużymi posiłkami. Czasami tylko. Dopiero na górze, kiedy wrócimy do naszych domów – wtedy zasiadamy do ciepłej kolacji. Lekarze powiadają, że górnik musi jeść trzy razy tyle co mechanik, co w pracy siedzi na tyłku cały dzień i my tyle jemy. Nie jesteśmy pijakami; tylko w poniedziałki, no i może we wtorki. Z niedziele śpimy pół dnia, a drugie pół nie wychodzimy z łóżek. Są wśród nas abstynenci, ale jest ich niewielu. Markiz Hastings, który jest właścicielem wielu kopalń, powiedział raz górnikowi, że znał takiego, co nie wychylił kwarty piwa w całym swoim życiu i dożył dziewięćdziesięciu lat i że gdyby choć tyleż dziennie wychylił, to by pewnie nigdy nie umarł.


Po trzech latach pracy w kopalni, pewnego dnia spadł na mnie duży kawał węgla z sufitu i złamał mi nogę. Moja matka już wtedy nie żyła, a sam nie byłem żonaty, ponieważ dziewucha, z którą chciałem się ożenić, wyszła za mąż za innego. Tak więc przygarnęła mnie siostra, która razem z moim szwagrem przeprowadzali się do Durham. Gdy byłem już zdrów, przekonali mnie, bym znów zaczął pracować w kopalni. Zarabiałem pięć szylingów dziennie. To tutaj wydarzyła się ta tragiczna eksplozja, o której Ci opowiedziałem ostatnim razem. Ta, o której Ci dziś wspomniałem wydarzyła się w kopalni w Willington.[...]

 

Na koniec dodam, że:

  1. Komisja Królewska zajęła się warunkami panującymi w kopalniach angielskich w latach 40tych XIX wieku. Dopiero w roku 1842 roku wprowadzono prawo zabraniające kobietom i dzieciom poniżej 10tego roku życia pracy pod ziemią oraz zabraniającą pracy nad ziemią przy wyciągu osobom poniżej 15stego roku życia
  2. Wg strony tej, 5 szylingów wtedy odpowiada ok 25 funtom dziś. Wtedy szychta trwała 12 godzin, czyli górnik zarabiał jakieś £2/h. Dzisiaj płaca minimalna w Anglii (w zależności od wieku) waha się pomiędzy £3.50 a £7.50 na godzinę.

 



tagi:

deszcznocity
25 września 2017 16:23
10     1960    11 zaloguj sie by polubić
komentarze:
saturn-9 @deszcznocity
25 września 2017 18:13

Dałem plusa albowiem jest to ciekawy tekst z cynkami łotrowskimi.  ;) 

A tłumaczenie zacząłbym od 9/11 w kopalnii angielskiej wieku XIX. Bowiem o ile moje rozeznanie liczb mnie nie myli to taki fragment ... A dreadful explosion followed, a few minutes after, and nine men and two boys were killed. ... Można odczytać tak i siak ale z przypadłości hermetycznych preferuję wersję Nine Eleven bowiem dwa powstaje po redukcji teozoficznej z liczby 11. Więc otrzymujemy: 9 + 2 = 11 albo 9 x 2 = 18 albo 9 x 11 = 99 albo  9 x 9 = 81. Lądujemy w labiryncie znaczeń dla wtajemniczonych a w tamte czasy wtajemniczeni byli 'bracia fartuszkowi' i tego rodzaju tekst to - tak sobie gdybam - tylko taki prześmiewczy przyczynek opisujący na wesoło klimaty z XIX wieku.

Autorem to jednak nie Karol Dickens ale jakiś Richard H. Horne a zbiór Household Words, Volume II, Magazine No. 37, 7 December 18 to zdaje się taki bezpłatny odzysk tekstów wesołych na rok 1918 gdy bractwa tajne dały jednak radę i zasztyletowały dwie niemieckojęzyczne monarchie więc wypadało po latach mroku pierwszej światowej zaserwować coś wesołego.

A gdzie Pan podłapał motto: Nic nie jest tym, czym się wydaje. ?

zaloguj się by móc komentować

chlor @deszcznocity
25 września 2017 19:58

Kiedyś Anglicy prowadzili ryzykowną politykę obniżania u siebie kosztów pracy, jednak oprzytomnieli. Być może aż za bardzo, stąd te stada behapowców grasujące po firmach. Imperium jest stabilne jeśli jego Metropolia ma wysokie koszty pracy, zaś peryferia są ubogim zadupiem dostarczającym siły żywej. W przeciwnym przypadku (gdy ludność Metropoli bieduje i haruje), peryferia nabierają znaczenia, co grozi katastrofą.

zaloguj się by móc komentować

deszcznocity @chlor 25 września 2017 19:58
25 września 2017 20:47

Tak, jak pisał Coryllus - obniżanie kosztów pracy było celowe, szykowali się do podbicia świata. Dzisiaj mam wrażenie cały ten Brexit jest powtórką z historii. Proszę sobie zobaczyć  jak nisko stoi funt w stosunku do innych walut. Sztucznie wywołaną niepewnością się doskonale obniża koszty pracy.

Trochę nie w temacie, ale chciałem się podzielić  moimi przemyśleniami. Moim zdaniem Anglicy podżerowali pożyczki na 500plus. Mieli w tym taki biznes, że chcą się pozbyć Polaków, którzy im wiszą na socjalu. Podwójny geszeft, nie dość, że po rozpętaniu kampanii niepewności, wypłatach 500plus i mnóstwie pracy w PL za 1400 netto dużo Polaków pakuje manatki i wraca, to jeszcze Anglicy zarabiają na odsetkach od pożyczek udzielonych polskiemu rządowi. Moim zdaniem podżerowanie pożyczki na 500plus oraz wprowadzenie podwójnego opodatkowania zaraz po Brexicie były głównymi tematami wizyty premier Szydło w listopadzie ub. roku.

Jeśli Anglicy będą płacić haracz za dostęp do wspólnego rynku EU, to zapłacą ten haracz w funtach, a nie w euro. Nie wiem, czy wiecie, ale wymieniane są właśnie teraz banknoty £5 , £10 i niebawem £20 oraz £50 w Anglii na polimerowe. To znaczy, że jest  i będzie dodruk w Anglii.

Na koniec pytanie - gdzie jest i co robi  obecnie pan  Nigel Farage? Człowiek, który był maklerem giełdowym i porzucił tę fuchę na rzecz politykowania o, jak to mówią Anglicy, "przegraną sprawę"? Opuścił swoich kolegów z partii konserwatywnej, którzy rok wcześniej wygrali czwarte z kolei wybory! Człowiek, który UKIP założył w 1993 r. , poświęcił na ten projekt 23 lata, wygrał i... link

Nie ma przypadków, są tylko znaki.

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @deszcznocity
25 września 2017 21:22

Fajne tłumaczenie. Nie znam oryginału, też się nie znam na górnictwie, ale czyta się super. A o co chodzi z tytułowym elfem?

zaloguj się by móc komentować

deszcznocity @maria-ciszewska 25 września 2017 21:22
25 września 2017 21:57

To jest transkrypcja fonetyczna Health and Safety w akcencie cockney. Anglicy, podobnie jak Francuzi, opuszczają 'h'. Opuszczanie 'h' na początku wyrazu (h-dropping) było/jest uważane za objaw braku edukacji, typowe dla klasy robotniczej.

zaloguj się by móc komentować

Paris @deszcznocity 25 września 2017 20:47
26 września 2017 00:03

No prosze...

... "adviser to Donald Trump"... obrotny ten Nigel'ek  !!!

zaloguj się by móc komentować

deszcznocity @deszcznocity
26 września 2017 08:43

Tak sie robi powazna polityke

zaloguj się by móc komentować

deszcznocity @saturn-9 25 września 2017 18:13
26 września 2017 10:47

Odnośnie motta - życie w Anglii mnie tego nauczyło, bo tak tutaj jest. 

Odnośnie magii liczb - notka jest bardziej o różnicy pomiędzy śląskim a angielskim górnictwem.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @deszcznocity 26 września 2017 10:47
26 września 2017 11:30

Nic nie jest tym, czym się wydaje a po niemiecku to Nichts ist so wie es scheint  jak tytuł filmu z roku 1999, w którym zekranizowano historię krótkiego i burzliwego życia Karla Kocha, jednego z pierwszych genialnych hakerów komputerowych.

 

zaloguj się by móc komentować

deszcznocity @saturn-9 26 września 2017 11:30
27 września 2017 23:37

Nothing is as it seems.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować